Bangladescy buddyści zaatakowani z powodu zdjęcia spalonego Koranu wracają do domów

bangladesz-mnich

Setki buddystów, którzy w ostatni weekend września 2012 uciekli z wiosek położonych na południu Bangladeszu, powracają do domów w otoczeniu wzmocnionej ochrony i po aresztowaniu ponad 160 osób. Buddyści szukali schronienia po tym jak setki muzułmanów, rozsierdzonych umieszczonym na Facebooku zdjęciem przedstawiającym spalony Koran, zaatakowały nocą swoich buddyjskich sąsiadów. Podczas rozruchów spłonęło przynajmniej 10 buddyjskich świątyń i około 40 domostw. Ograbiono wiele domów i sklepów należących do buddystów, ludzie stracili dobytek całego życia.

„Byłem akurat w sklepie. Nagle oni wtargnęli i podłożyli ogień” – mówi właściciel kramu z warzywami Prodip Barua – „Razem z dziećmi i żoną uciekliśmy z wioski. Wiedziałem, że sklep spłonie doszczętnie, lecz kiedy wróciliśmy w poniedziałek doznałem szoku widząc, że spłonął również nasz dom. Jak teraz będziemy żyli? Jak poślę dzieci do szkoły? Straciliśmy wszystko” – szlochał.

Podpułkownik Jaed Hossain, który pomagał rozstawiać namioty dla pozbawionych dachu nad głową buddystów powiedział, że wojsko oraz straż graniczna zostały postawione w stan gotowości, zaś rząd zakazał wszelkich publicznych zgromadzeń na obszarach objętych zamieszkami, w pobliżu południowej granicy z Mjanma (Birma). Hossein dodał, iż blisko tysiąc buddyjskich rodzin uciekło ze swych domów po wybuchu zamieszek.

Minister spraw wewnętrznych Bangladeszu, Mohiuddin Khan Alamgir, obecny na miejscu zdarzeń oznajmił, że poszkodowani otrzymają ochronę oraz pomoc od rządu na odbudowę domów. Zatrzymano także 166 osób powiązanych z atakami 29 i 30 września 2012, które miały miejsce w dystryktach Cox Bazar i Chittagong. Nojibul Islam, naczelnik policji w Cox Bazar poinformował, że w rozruchach zostało rannych co najmniej 20 osób.

Do ataków na buddystów doszło po pojawieniu się na Facebooku zdjęcia spalonego Koranu. Podżegacze obarczyli winą miejscowego 25-letniego buddystę, chociaż nie było do końca pewne, czy to rzeczywiście on umieścił zdjęcie w Internecie. Jedynie ok. 300 tysięcy mieszkańców Bangladeszu używa Facebooka, co stanowi zaledwie 0,2% w 150-milionowej populacji kraju.

Anglojęzyczna gazeta wydawana w Bangladeszu, Daily Star, podaje, iż mężczyzna, którego wini się za umieszczenie zdjęcia, twierdzi, że kto inny przez pomyłkę otagował je na jego profilu. W artykule jest również mowa o tym, że zaraz po wybuchu zamieszek, konto tego mężczyzny na Facebooku zostało zamknięte, a policja odeskortowała go i jego matkę w bezpieczne miejsce.

Buddyści stanowią mniej niż 1% populacji Bangladeszu, w którym dominuje islam, obie społeczności zwykle fukcjonują spokojnie. Część buddyjskich rodzin znalazło schronienie u swych muzułmańskich sąsiadów, a w poniedziałek wielu wyznawców islamu oferowało jedzenie poszkodowanym.

(tłumaczenie i opracowanie: AB+JW)